Hej! Ostatnio wpis był tydzień temu. Uprzedzałem 😉 przez cały czas wgryzliśmy się w Pangandaran. Polegało to na obserwacji, odpoczynku i jeszcze większej ilości odpoczynku….

Po pierwsze. Czujemy się jak w indonezjyjskim kurorcie. I serio! Brak to białych turystów. Jest to pierwsze tego typu miejsce, w którym byliśmy. Zawsze w mniejszym lub większym stopniu ładne miejsca typu plażowego w “tanich” krajach miały mniej lub więcej turystów z “zachodniego” świata. Choćby “backpacjerski ” zakątek. A tu nie! Czysta Indonezja! I to jest super!

Super są też deski do pływania na falach…

.

Po drugie poza sezonem jest pusto. Chyba że mamy weekend. Od pt wieczorem do nd jest wszystkiego więcej!

Podoba nam się że wszyscy są uśmiechnięci i bardzo się nad mili. Odwzajemniamy się wspólnymi zdjęciami z różnymi napotkanymi osobami.

A poniżej przy kokos w tym sezonie i slady wcinania dragon fryzura.

.

Podczas wakacji dobrze uczuć się nowych rzeczy. A gdzie lepiej uczyć się jeździć na motocyklu niż na plaży? Oto pierwsze kroki chłopaków na motocyklach. Do dyspozycji małe krossy. A pierwszy dzień jazdy to ćwiczenia hamowania , skręcania i generalnie trzymania i prowadzenia. Bakcyl zaszczepiony!

.

Kolejny dzień to już pierwsze jazdy ” między ludzi” , czyli w naszym przypadku na plaży! Towarzysz i nauczyciel – tata, który jechał na trochę większej maszynie. Mama też przejechała na większym krossie 😃 Trochę umiejętności by pokonać piaski i jazda!!!!

.
.

A wieczorami poza pływaniem też gra w piłkę..

Wracając coś o mieście nie tylko o nas i nas. Pandaragan położone jest między innymi na pasie ladu prowadzącego do ” wyspy” (no nie jest to wyspa ale tak jakby duży kawałek ladu połączony z Jawa przesmykiem. Z jednej strony jest część “plażowa” z łódkami, które mają dwojakie przeznaczenie: transportują turystów do pobliskiego rezerwatu przyrody, a także łowi się z nich ryby.

A drugą częścią głównie już “rybacka” bez plaży i z nielicznymi atrakcjami.

Za to z bambusowymi pomostami doskonałymi do odprężającego, popołudniowego łowienia ryb

Przyszedł dzień, w którym też wybraliśmy się do rezerwatu. Dopłynęliśmy tam łódka poznanego dzień wcześniej pana. Wyjście przez fale – niezapomniane!

Jednym z symboli Pandangaran jest wrak dużego, norweskiego kutra rybackiego. Został on zatopiony w tym miejscu specjalnie, po tym jak został przejety przy nielegalnym połowie ryb w tym rejonie.

.

Ruszyliśmy na spacer po tutejszym rezerwacie.

Widzieliśmy trochę zwierząt…

A w jaskini …

Małego jerzozwierza… 😀

Piękne drzewa min. Tekowca i Machon.

.

Trochę dowiedzieliśmy się o roślinach. Np ziarna mahoniowca służyły jako repelent na komary. Po zjedzeniu tych gorzkich ziaren , skóra zaczynała wydzielać nieprzyjemny dla tych owadów zapach.

A poniżej działanie liści tekowca. Mlode, roztarte liście wytwarzają czerwony barwnik. Używany dawniej jako kosmetyk 😀

.

A tu jeszcze jelenie… 😉

Poniżej małpy. Nieobecne w mieście – obecne na wyspie. Małpy z są złośliwe, przebiegłe i bystre. Potrafia zabrać jedzenie w mgnieniu oka

W miejscach przebywania turystów wystarczyła nauka. Proca i kamyk to się połączenie. Teraz już na dźwięk zwalniania gumki z procy – nabieraja ogłady.

Potem przyszedł czas na pływanie i nurkowanievz rybkami z pobliskiej małej ale prężnej rafy. 😉 Zdjęć z aparatu – brak. Parę filmików z kamery jest – do wglądu po powrocie.

A wieczorem bawiliśmy się w budowniczych i łowców burz!

Dziś wypożyczyliśmy 2 rumaki ze stajni Hondy i ruszyliśmy w okolicę!! Drzyjcie indonezyjskie drogi!

.

Początek to jakoś niespodziewany park. Brak o nim wzmianki a był cudowny!! Na pięknym klifie z wejściem przez paszczę rekina!

.
.

Potem odwiedziliśmy Pana robiącego drewniane lalki do tradycyjnego indonezyjskiego teatru lalek. Do tej pory jest on grany na weselach. Od 21 do 3. Z przerwami na muzykę 😀 Przedstawiane są historie klasycznie indyjskie (zanim Indonezja była muzułmańska to była hinduistyczna) i w stylu “śmiejmy się” 😉

.
.

Potem, w upalne południe pojechaliśmy do green valley – zielonej doliny! Dojechaliśmy, kupiliśmy bilety i zaczęła się magia. Dolina wśród zieleni, rzeczka plynaca z licznymi zalomami i naturalnymi basenami i my… Dzielni podróżnicy! Z przewodnikiem i częściowo w kapokach gotowi na ” body rafting” , czyli spływ rzeką bez łódki 😉

Pierwszy przystanek – fish massage. Czyli rybki skubiace nasz naskórek. Gilgocze nie do wytrzymania!

Po tej atrakcji wplynelismy do jaskini…

A tam podziwiamy przyrodę i … wspinamy się po skałach i lianach! Indiana Jones! Cel zaznaczony kółeczkiem.

.

A wszystko po to by potem SKOCZYĆ!!! Dla spokoju ducha rodziców nie posiadamy zdjęć ze skoków. Tylko filmiki 😉 których tu nie udostępnimy. Najlepszy mistrz – Jerzy!!! Skok z ponad 7 metrów!!!!! BRAWO!!! Drugie miejsce – JAN – skok z ponad 3 metrów!!! Resztę przemilczamy. A tak wygląda mistrz skoków po wielokrotnym uderzeniu w taflę wody z wysokiej pułki skalnej!

Potem już splywalismy w bajecznym otoczeniu! Chłodna woda, tropikalny las dookola i cisza i spokój.

Co jakiś czas punkty do skoków! Np taki na linie. Tu już chociaż tata skoczył. Jerzyk za to w 7 niebie!

.

A tak ścigaliśmy się z Jankiem. Zawsze wygrywał!!

A niektórzy się obijali!

Wizyta tam była niesamowita!!! Cudowna! Mamy filmy – mniej zdjęć !! Aż nie ma słów by to opisać! Tak jak radości Jerza ze skoków 😃

Potem jeszcze zawitaliśmy do lokalnego kowala który robił maczety i siekiery. Autentycznie – nie pod turystów bo szczerze nikogo tam nie ma… Docierają tylko najtwardsi 😉 niestety nie dałoby się wyrobów tego Pana zapakować do bagażu podręcznego 😅

.
.
.

Po wszystkich atrakcjach – Roti Bakar Cokolad!!

I tak leniwie dotarliśmy do końca naszego pobytu w  spokojnym acz niepozbawionym uroku mieście! Nawet w jego granicach mogliśmy podziwiać pola ryżowe.

Hodowle ryb

I łowiska rzeczne ( podobne widzieliśmy w Wietnamie) .

Mieliśmy swoje miejsca. Super miejsce na makaron i zupę ( dokładnie tak 😉) czy panią od soków czy wieczornych bananów w cieście ( u której Jerzyk poczuł się już jak w domu)

.

Trudno nam zakończyć ten rozdział podróży… 😭 Ale już zaraz ruszamy dalej! Wiele moglibyśmy jeszcze opowiedzieć! Ale to chyba już na żywo w niedalekiej przyszłości!

Pa, pa, pa Pandangaran!!