recenzja książki Marka Tomalika
Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia.
recenzja książki Marka Tomalika
04.04.2011
Tym razem pierwszy wpis z cyklu recenzji. Będę starał się w ramach bloga przybliżyć parę książek z kręgu tzw. “podróżniczego”.
Na pierwszy ogień idzie książka Marka Tomalika Australia – gdzie kwiaty rodzą się z ognia.

Czym jest książka podróżnicza? Czy to taka, która traktuje o podróży? Czy może taka, która do podróży zachęca? A może ma ją ułatwić? Czy ma może sprawić, że siedząc w wygodnym fotelu poczujemy się jak “tam” – na drugim końcu świata? Trudne pytanie. Książka Tomalika stara się poruszyć wszystkie wspomniane wątki. Dotyczy oczywiście Australii i outbacku, który jak tłumaczy autor to “generalnie rzecz biorąc dalej niż busz”.
Początkowo niechętnie podchodziłem do tej pozycji. Pierwsze rozdziały skupiały się jakby bardziej na autorze, na wyprawach, na trudnościach, niż na samej tytułowej bohaterce – Australii. Kraj kangura jest tu tłem, bardzo wymownym i pięknie malowanym ale ciągle tłem. Często spotykamy w książce Marka Tomalika dużo… Marka Tomalika. Jego przemyśleń, jego wyobrażeń i jego punktu widzenia. Czasem to męczy, czasem wydaje się, że na przedstawiany świat patrzymy przez pryzmat ego autora. Oczywiście jest to nie do uniknięcia w pozycji innej niż typowy “przewodnik po…” ale niekiedy było to zbyt nachalne…
Zagłębiając się dalej w lekturę to jednak Interior zaczyna przysłaniać nam wszystko inne. Piękno tego kraju zachwyca. Czujemy fascynację autora pustką bezkresnych przestrzeni, trud zdobywania, a także powód, dla którego kraj ten wciąga jak narkotyk. Marek Tomalik dużo opowiada o ludziach. Przytacza anegdoty z własnego doświadczenia ale i te zasłyszane od Aussie (tak o sobie mówią Australijczycy). Stara się pokazać miejsca kolorowe, pełne życia i ciekawych, uśmiechniętych, no worries ludzi kontrastujących z morderczym klimatem Australii.
Aborygeni – kolejny, dla mnie ważny, bohater. Jak interior na początku, tak rdzenni mieszkańcy Australii na początku chyłkiem przemykali przez ciekawe opowiastki, pokazując się tu i ówdzie – zaczynając wątki, które zostały rozwinięte w drugiej części książki. Moim zdaniem nie opis Strzeleckiego i jego dokonań, nie relacja z “trasy śladem…” ale właśnie opis tych fascynujących ludzi interesował najbardziej. Ich spojrzenie na świat, sposób życia czy kontekst społeczny we współczesnej Australii – wszystko to składało się na coraz bardziej intrygujący rys postaci.
Na koniec – fotografie. W końcu przez ten pryzmat też warto oceniać tak bogato ilustrowaną pozycję. I tu niestety muszę przyznać, że zdjęcia są po prostu przeciętne – poza paroma perełkami nie wzbudzają większych emocji. Trzeba przyznać, że bywają solidną ilustracją tekstu, często zaś są dobrym tłem. Ale w końcu to książka czy album? Chyba jednak to pierwsze.
Australia – gdzie kwiaty rodzą się z ognia to książka na wskroś australijska i “markowa” (dużo w niej Marka Tomalika). Jest opowieścią snutą przez osobę zakochaną w australijskim outbacku. Miłość Marka Tomalika zdaje się wielka a książka wydaje się próbą przekazania jej nam – czytelnikom. W przypadku tak wielkiego afektu wiele się wybacza. Po prostu się słucha, czyta i marzy by być tam… by poczuć, smakować to słońce, ten upał, te gwiazdy i patrzeć na kwiaty, które rodzą się z ognia…
Pozdrawiam,
Sebastian
sebs(malpa)aol.pl