Hej!
Witamy w Yogjakarcie! Albo raczej pozdrowienia z Yogyakarty! Dojechaliśmy tu kilka dni temu ale w nas ciągle tła się wspomniana z Pandangaran. Ostatniego dnia- tuż przed wyjazdem postanowiliśmy pobawić się na quadach.



Przygoda była nieduża – tzn po ruszeniu w miasto nasz quadzik odmówił posłuszeństwa 😭 Pani przed wypożyczaniem nie sprawdziła stratni i benzyny. Kasia skoczyla za rog po litr. Trochę tam pokrzyżowało plany – czas do wyjazdu zaczął się kurczyć!! Ale wszytko dobrze się skończyło i byliśmy na nasz pociąg.

Dojechaliśmy na wieczór i przywitala nas tropikalna ulewa! Poranek mieliśmy też deszczowy! Na południu wyspy pora deszczowa była dużo bardziej delikatna!
Pierwszego dnia poszliśmy do muzeum historii Yoygakarty! Ładne, nowoczesne i z przewodniczka mówiąca w miarę dobry angielskim. Było super!


A oto nasza przewodniczka:

Yoygakarta to taki nasz Kraków. Centrum historyczne i kulturowe Jawy! A poniżej my z piękną mapą Yoygakarty w tle. !

Miasto sanki w sobie nie jest może piękne. Ale ma swoje miejsca

Tego dnia trafiliśmy jeszcze do samodzielnego sprzedawców batiku. Jest to pięknie zdobiona tkanina. Dam proces zdobienia to częste malowanie parafina lub woskiem, farbowanie, wytapianie warstwy wosku i od nowa: nowy wzór… Od ogółu do szczegółu!




O batik kłócą się przede wszystkim Malezja z Indonezja .. a i tak pomysł przyszedł chyba z Indii 😉
Porwanie białych dzieci to stary zwyczaj z Jawy. Teraz tylko się z nimi robi zdjęcia: bezpośrednio lub z ukrycia 😜 ( żarcik – chyba )

Kolejny dzień to zaskoczenie że pogoda wróciła!!! Deszcz pojawia się dopiero po południu! Ruszyliśmy rano by zwiedzić królewskie ( a raczej sułtańskie ) łaźnie. Piękne miejsce! Znów zwiedzaliśmy z przewodnikiem i znów był to strzał w 10. Ilość informacji – duża, spacer – dlugi, niektóre fakty i anegdoty – zaskakujące. Nie sposób tego przeczytać min wywnioskować samemu.




Nasz przewodnik z grupka rodzinnych podróżników.


Sam kompleks jest ogromny! Składa się zvwehscia dla kobiet z miejscem dla muzyków do grania kto, 2 basenami ( jeden dla żony i kochanek sułtana, drugi dla wspólnego relaksu z wybranka dnia), pałacem na wodzie do którego można się dostać podziemnymi tunelami lub ( kiedyś) łódka ; miejscem medytacji ale innym do modlitwy… Dużo! Na szczęście sułtan dostał dofinansowanie z UNESCO i za parę lat teren na wyglądać prawie jak wieki temu ( łącznie z zalaniem części by pałac na wodzie nie był taki tylko z nazwy) .
A na tym terenie mieszka teraz prababka obecnego sułtana, wiek – ponad 100 lat i wciąż w dobrym zdrowiu!
Potem czas na relaks w kawiarni:

Kawa z liczi i… pietruszką…

… Oraz wariacja na temat “roti bakar cokolat”

Popołudnie to już najlepsza pizza w mieście:


I spacer do domu bocznymi uliczkami tego zaskakującego miasta



Wieczór to już niestety znów gorsze samopoczucie Jerzyka… Temperatura wystrzeliła w kosmos więc w minorowych nastrojach zostaliśmy w domu. Kupiliśmy też leki w syropach które lepiej działają 😉
Tego dnia na spacer ruszyli: ja 🙂 i Janek. Spacerowaliśmy generalnie po centrum odwiedzając lokalne targi w poszukiwaniu roti bakar.




Po południu na deser kupiłem trochę chlebowca.


Na szczęście – Jerzyk szybko wygrywa z infekcja. Im gwałtowniejsza tym szybciej się kończy. Wieczorem Jerzykowi już spadło a noc przeszła bez leków. Hurra!!!!
Tak czy siak nie będziemy się od razu forsować. Czyli – brak studia spacerów po słońcu. Tylko taxi i ewentualnie muzea z klima. Znalazłem świetne centrum edukacyjne dla dzieci i nie tylko. Taki nasz Kopernik. Tylko trochę mniejsze i indonezyjskie! Do dzieła – jedziemy!
Przywitało nas skromne akwarium:

A potem to już prehistoria



Klimatycznie! W dodatku niedawno oglądaliśmy Jurassic Park 😉
W międzyczasie weszliśmy do symulatora trzęsień ziemi. Niesamowite uczucie gdy ziemia w zaaranżowanym pokoju się trzęsie.

A poniżej kilka interaktywnych eksponatów i główni eksperymentatorzy!







Trochę też pograliśmy: wirtualnie i w realu 😉



Potem obowiązkowa kawka , ciacho i lody w klimatyzowanej kawiarni! I to tej dobrej!


Jeszcze na chwilę wróciliśmy do “centrum Kopernik a” gdzie poszlismy do kina 4d ( bardziej jednak 3d)

I na krótki rejs łódką

Potem poszliśmy do Muzeum Sumobudoyo – kultury i sztuki Jawy.
Tutaj Pan robiący tym razem płaskie pacynki do teatru cieni

A poniżej kilka eksponatów z tego fascynującego miejsca!





Były też filmy o historii, której całkiem dużo poznaliśmy we wcześniejszym muzeum.

Fajne było też tworzenie batiku! Super opcja polegająca na odwzorowaniem woskowym piórem kształtu na materiale. Trudniej wytłumaczyć niż pokazać:




Po batikowych warsztatach wróciliśmy do domu. Potem już nasza lokalna knajpka. Wygląda jak większość tutaj – ale ma swietna “kapustę” a tak na prawdę chlebowiec w sosie a’la curry. Mniam! Może jutro zrobię foty!
I tak minęły nam te dni. Ze względu na gorączkę Jerza przedłużyliśmy też pobyt w Yoygakarcie. Jak zwykle – zadomowiliśmy się i jest jeszcze trochę do zobaczenia. 😜
Trzymajcie się ciepło i zdrowo!
